Cel ścieżki
Magowie, którym się powiodło często kończą na... nie używaniu magii, a raczej
znalezieniu się w sytuacji, w której nie muszą jej używać. Ich czysty umysł i
wyćwiczona wola sprawiają, że wydarzenia wokół nich układają się w sposób nie
wymagający dużej ingerencji, a stały i intensywny kontakt ze sferą ducha
prowadzi do przewartościowania pojęć na temat tego, co jest ważne. Pieniądze,
ludzki podziw i inne kaprysy, na zaspokojenie których poświęca się większość
energii w początkowym okresie praktyki tracą swoją atrakcyjność na rzecz samego
trwania w stanie wysokich wibracji i pełniejszego cieszenia się zwyczajnym,
codziennym życiem nie zawierającym nadmiaru udziwnień, na których się
koncentruje środkowy okres praktyki. Piszę o tym, bo ludzie miewają na początku
różne dziwne oczekiwania dotyczące tego, jak ma się zakończyć ich przygoda z
magią. Zwykle nawet nie formułują tych oczekiwań w słowa, ale często spotykane
jest marzenie o przeniesieniu całego swojego życia na stałe w coś w rodzaju
świata fantasy, którego pasjonująca codzienność składa się z onirycznych wizji,
niezwykłych przygód i misji do wykonania. Rzeczywistość jest wprost przeciwna.
Lekcja magii została przerobiona wtedy, gdy magia przestanie niezdrowo
ekscytować, przestanie być w życiu konieczna, człowiek przestanie opierać na
niej swoją tożsamość i ujrzy, że najważniejszą zdobyczą z tej podróży nie było
nabycie garści ciekawych umiejętności, ale przemiana wewnętrzna, która zrazu
wydawała się tylko skutkiem ubocznym.
Powodem, dla którego tak podkreślam
tę tymczasowość magii i jej drugorzędną w istocie rolę jest to, że wiele razy
widziałem ludzi, którzy stawali się "magicznymi sekciarzami". Magia stawała się
dla nich wyznawaną religią, dla której byli gotowi zaniedbać swoje zwyczajne
życie, którą głosili z misyjnym zapałem i według której dzielili świat na magów
i nie-magów. Nie chciałbym, żeby to, co piszę stało się dla kogokolwiek powodem
przybrania tak niezdrowej postawy.